|
Europejski Kongres Gospodarczy czyli co o nas gadają ci co się na wszystkim znają
31 maja, 1 czerwca, 2 czerwca. W ciągu tych trzech dni w Katowicach odbył się Europejski Kongres Gospodarczy 2010.
Największa impreza gospodarcza w tej części Europy zgromadziła ponad 4000 uczestników,
w 60 sesjach tematycznych wzięło udział prawie 700 panelistów. Debaty i sesje
odbywały się w 10 punktach Katowic. W trakcie debat rozmawiano o wszystkim co
związane z gospodarką. O transporcie i kolei, o lotniskach i wulkanach, o Brukseli
i brukselkach, o finansach i finansowaniu, o energii i energetyce, o węglu w
każdej postaci i złych związkach zawodowych. Ten ostatni wątek dotyczył nas i
nas interesował. Temat górnictwa podzielono na dwie części.
Pierwsza część omawiała inwestycje. Konieczne, potrzebne i możliwe. Tęgie głowy
z establishmentu górniczego i energetycznego relacjonowały potrzeby, sposoby
zdobycia środków i wykazywały zagrożenia wynikające z rynku polskiego i światowego.
Pocieszającą może być świadomość górniczych notabli, że przez ostatnie trzy dekady
rząd i media zbudowały fałszywy obraz polskiego górnictwa jako branży przynoszącej
straty, domagającej się przywilejów. Drugi pocieszający fakt, to powtarzane przez
wielu panelistów stwierdzenie o przyszłości energetyki polskiej opartej na węglu.
Konieczność wytworzenia ogromnej ilości energii elektrycznej i cieplnej rodzi
duże zapotrzebowanie na węgiel. Niestety nie tylko na węgiel polski. Konkurencyjna
cena węgla w portach ARA i zza wschodniej granicy oraz spadek wydobycia z kopalń
Śląska to nasz problem. Dla prezesów spółek węglowych osiągnięcie dobrej ceny
węgla jest związane z cięciem kosztów stałych. Takim kosztem jest np. pracownik.
W gronie ekonomistów zasiadających przy stołach jako referenci lub przysłuchujących
się przedstawianym zagadnieniom z kolejnych rzędów PRACOWNIK TO KOSZT. I tu jest
nasza rola. Nasza - czyli związków zawodowych. Nie możemy pozwolić aby pracodawcy
wskazywali właścicielowi czyli rządowi, że trzeba zmienić zapisy prawa na poziomie
ustaw aby usunąć niewygodne zapisy chroniące pracownika. Zapisy wywalczone niejednokrotnie
z przelanie krwi przez naszych ojców i starszych kolegów. Nie będzie przyzwolenia
społecznego na takie działania. Obiecywanie gruszek na wierzbie młodym pracownikom
i szczucie ich przeciwko weteranom trudu górniczego przypomina działania towarzysza
St...a. Przemiany konieczne. Tak. Ale z poszanowaniem prawa. Jak, w waszej ocenie,
brzmi stwierdzenie pana Steinhoffa, że winą za niepowodzenia, za los firmy należy
obciążyć partnerów społecznych.
To stwierdzenie człowieka, który przyczynił się do likwidacji sporej części kopalń
w sposób bezpowrotny i wysłał liczne grono naszych kolegów na zieloną trawkę
w zamian za śmieszne odprawy. Teraz, kiedy borykamy się z pozostałościami jego
działalności on proponuje i doradza. Jak brzmi stwierdzenie prezesa, który narzeka
na wywalczone porozumienia społeczne? On żałuje, że to właśnie w jego mieście
doszło do podpisania "niewygodnych" porozumień. A Prezydent Miasta, Pan Janecki,
w materiałach promujących pisze o Jastrzębiu jako o miejscu, gdzie można "(...)
zrozumieć siłę i dziejową rolę robotniczych protestów, które otworzyły drogę
do politycznych przemian w Polsce i Europie". I tak przeszliśmy do drugiej części
panelu górniczego, który mówił o prywatyzacji.
Tutaj skrzydła rozwinął człowiek, który przeszedł drogę górniczą od nadgórnika
do dyrektora i później piastował stanowiska ministerialne - Jerzy Markowski.
Kolejny referent, który dostał wiatr w żagle to prezes Zagórowski. Mówili dużo,
co trzeba, co przeszkadza, kto nie chce. Jednak w podsumowaniach swoich wypowiedzi
brakowało jednego. Ludzi. Nas. Pracowników tych zakładów. Jedynie prezes Dygdała
mógł się pochwalić, mówiąc o ewentualnej prywatyzacji, Paktem Społecznym. Paktem
Społecznym, czyli dokumentem wypracowanym z inicjatywy związków zawodowych z
zarządem KHW S.A. regulującym sprawy pracownicze po prywatyzacji. Bardzo dobrze,
że wszyscy wskazywali na zagrożenia związane z prowadzeniem firmy w warunkach
narzucania zmian kadrowych przez polityków oraz ograniczenia chorymi przepisami
np. Ustawą o zamówieniach publicznych. Tak żywy organizm jak kopalnia nie ma
czasu na przetargi. Potrzebuje już i teraz, dobrego i niekoniecznie najtańszego
towaru. A przekształceniom własnościowym i uzyskaniu konkurencyjnego produktu
na pewno nie pomogą ogromne obciążenia w postaci różnych danin, podatków, opłat
i narzutów.
Dobrze, że wskazywali zagrożenia... Na końcu i tak jest winny Stefan z knefla pod ścianą, bo przez niego zerwoł się pancer. A jak Stefan jest związkowiec, to jest podwójnie winny.
Andy
|